czwartek, 27 września 2012

Niemcy

Wywiad Stanów Zjednoczonych od dawna interesował się zjawiskiem NOL-i, Po uchwaleniu Ustawy o swobodnym dostępie do informacji ujawniono liczne meldunki i informacje z całego świata, przy czym najstarsze z nich sięgały aż roku 1940. Wiele z nich pochodziło z tak zwanych jawnych źródeł, jak na przykład zagraniczne gazety, periodyki (wywiad literacki - LITINT) lub audycji radiowych. Poniższa relacja, przetłumaczona z greckiej gazety na użytek CIA, opisuje lądowanie NOL-a w RFN, czego świadkami byli w lipcu 1952 roku Oskar Linke i jego córka, zamieszkali w pobliżu Hasselbach.

Odebrawszy od Oskara Linkego, czterdziestoośmioletniego byłego burmistrza Gleimarshausen w Berlinie Zachodnim, oświadczenie, że był naocznym świadkiem incydentu, oficerowie wywiadu przystąpili do badania najbardziej niezwykłej relacji o "latającym spodku". Zgodnie z tą relacją, obiekt "przypominający ogromną patelnię" o średnicy około piętnasta metrów wylądował na leśnej polanie w radzieckiej strefie Niemiec. Linke wraz z żoną i sześciorgiem dzieci niedawno uciekł z tej strefy. Linke i jego 11-letnia córka Gabriella złożyli tydzień temu następująco oświadczenie, zaprzysiężone przed sędzią: "Kiedy wracaliśmy do domu z Gabriellą, w pobliżu miasta Hassclbach wysiadła nam opona w motocyklu. Gdy szliśmy na piechotę do Hasselbach, Gabriella zwróciła moją uwagę na coś, co znajdowało się jakieś sto czterdzieści metrów od nas. Ponieważ zapadał zmrok, pomyślałem, że pokazuje mi młodego jelenia. Postawiłem motocykl obok drzewa i podszedłem do miejsca wskazanego przez córkę. Kiedy jednak znalazłem się pięćdziesiąt pięć metrów od tego czegoś, stwierdziłem, że moje pierwsze wrażenie było błędne. Zobaczyłem bowiem dwóch mężczyzn, którzy teraz znajdowali się czterdzieści metrów ode mnie. Mieli na sobie jakieś lśniące metalicznie ubrania. Pochylali się nad czymś leżącym na ziemi. Zbliżyłem się na odległość dziesięciu metrów. Wyjrzałem zza niewielkiego płotu i wówczas dostrzegłem ogromny obiekt o średnicy trzynastu-piętnastu metrów. Wyglądał jak gigantyczna patelnia. Na obrzeżu były dwa rzędy otworów o obwodzie około trzydziestu centymetrów. Odległość między obydwoma rzędami wynosiła mniej niż pół metra. Na szczycie; tego metalowego obiektu znajdowała się stożkowata, mniej więcej trzymetrowa wieża. W tym momencie córka, która pozostała nieco z tyła, zawołała mnie. Obaj mężczyźni musieli usłyszeć jej głos, bo natychmiast wskoczyli do tej wieży i zniknęli. Jeszcze przedtem zauważyłem, że jeden z nich miał z przodu lampę, która zapalała się i gasła w regularnych odstępach czasu. Teraz brzeg obiektu, w którym znajdowały się otwory, zaczął błyszczeć. Najpierw był to kolor zielony, a potem przemienił się w czerwony. Równocześnie dało się słyszeć lekkie buczenie. W miarę jak jasność i buczenie się wzmagały, stożkowa wieża zaczęła się wsuwać do wnętrza obiektu. Cały obiekt powoli wznosił się i wirował. Wydawało mi się, jakby był oparty na cylindrycznym urządzeniu, które wysunęło się z jego środka i teraz wystawało z dolnej części, sięgając ziemi. Obiekt, otoczony kręgami płomieni, znajdował się teraz kilka stóp nad ziemią. Zauważyłem, że zaczął powoli unosić się, a cylindryczne urządzenie, na którym się wspierał, zniknęło w środku i pojawiło się ponownie na jego szczycie. Szybkość wznoszenia była coraz większa. Jednocześnie oboje z córką usłyszeliśmy gwizd podobny do tego, jaki wydają padające bomby. Obiekt przyjął pozycję horyzontalną i skierował się w stronę sąsiedniego miasta Stockheim, a następnie, nabierając wysokości, zniknął za wzgórzami i lasem". Wiele innych osób, zamieszkałych w tym samym rejonie co Linke, także informowało o pojawieniu się obiektu, który - ich zdaniem był kometą. [...) Po przedstawieniu tego zeznania sędziemu, Linke oświadczył dodatkowo: "Pomyślałbym, że obcuje z córką mamy jakieś przywidzenia, gdyby nie pewien element tej scenerii: gdy obiekt zniknął, poszedłem w to miejsce, gdzie się przedtem znajdował. Znalazłem okrągłą dziurę w ziemi, widać, że świeżo wykopaną. Miała taki sam kształt, jak stożkowata wieża. Wtedy już byłem pewien, że to nie było przywidzenie". Linke ciągnął: "Przed ucieczką z radzieckiej strefy Berlina nigdy nie słyszałem określenia "latający spodek". Kiedy zobaczyłem ten obiekt, od razu pomyślałem, że to-jakaś sowiecka maszyna wojskowa. Muszę przyznać, że ogarnął mnie strach, bo sowieci nie chcą, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, co robią...".

Autor: Timothy Good

Polskie organizacje UFOlogiczne

KKK - Klub Kontaktów Kosmicznych - grupa zbierająca duże plony związane z zagadnieniem UFO.
Zarejestrowane przypadki:
1926 lato; warunki dzienne; miejsce: Jakubowice; 2 świadków; Nocne Światła
1979.08.20 g.20:00; miejsce: Warszawa; 1świadek; Bliskie spotkanie I stopnia
1989.06 g.01:00; miejsce: Inowrocław; 2 światków; Bliskie spotkanie I stopnia

GBNOL - Grupa badań NOL - grupa równie aktywna jak KKK i odnosząca na tym polu niemałe sukcesy.
Zarejestrowane przypadki:
1927.09 popołudnie; miejsce: Ujazd; 1 świadek; Bliskie spotkanie III stopnia
1982.10 g.01:00; miejsce: Gliwice; 3 światków; Bliskie spotkanie III stopnia
1982.08 g.05:00; miejsce: Olsztyn; 1 świadek; Bliskie spotkanie III stopnia

WKPiBUFO - Wrocławski Klub Popularyzacji i Badań UFO - bardzo mało aktywna organizacja (dzisiaj praktycznie nie istnieje). Na przełomie lat 1926-1991 zarejestrowała jedynie 3 przypadki:
1991.01.18 g.23:17; miejsce: Legnica; 1 świadek; Nocne Światła
1991.01.18 g.23:23; miejsce: Grabowo Wielkopolskie; 2 świadków; Nocne Światła
1991.01.18 g.23:40; miejsce: Wrocław; 1 świadek; Nocne Światła

LKBZN - Legnicki Klub Badań Zjawisk Nieznanych - organizacja jeszcze mniej aktywna w dziedzinie UFO niż WKPiBUFO (odnotowany tylko jeden przypadek), jednak nie specjalizująca się wyłącznie w tym zagadnieniu. Obecnie nic o tej organizacji nie słychać.
Zarejestrowane przypadki:
1989.02.16 g19:00; miejsce: Piotrowice; 2 świadków; Nocne Światła

UFO-V - Warszawskie Towarzystwo Badań NOL "UFO-Video" - pierwsza organizacja tego typu istniejąca do dzisiaj i posiadająca osobowosć prawną! Zarejestrowana w dniu 24 czerwca 1981 roku.
Zarejestrowane przypadki:
1991.07.31 g.20:00; miejsce: Lublin; 1 świadek; Bliskie spotkanie II stopnia

Zygfryd Świerkowski z Poznania - wolny strzelec. Mimo tego zarejestrował więcej przypadków UFO niż WKPiBUFO i LKBZN.
Zarejestrowane przypadki:
1980.08 g.22:55; miejsce: Poznań; 3 świadków; Nocne Światła
1989.07.17 g.20:30; miejsce: Poznań; 3 świadków; Nocne Światła
1989.07.26 g.22:00; miejsce: Biskupice; 4 świadków; Nocne Światła

UFO można zarejestrować

Jeśli UFO naprawdę istnieje, powinno zostawiać też ślady. Przecież lądujący nieznany obiekt powinien przynajmniej w niektórych przypadkach pozostawić odciski na ziemi lub resztki promieniowania. Tą kwestią chcemy się dokładnie zająć. Pod pojęciem "ślady" należy rozumieć wszelkie efekty mierzalne fizycznie, chemicznie, biologicznie i elektrycznie - wszystko, co nauka może zarejestrować.

autor: Helmut Lammmer, Oliver Sidla
tłumaczenie: Paweł Pollak

Zdarzenie w Starym Folwarku

Począwszy od 24 czerwca 1947 roku, którą to datę uznano za świt „współczesnej ery” UFO, czyli z okresu ostatnich blisko pięćdziesięciu lat najmniej obserwacji „Dziennych Dysków” z terenu Polski, pomijając schyłek lat czterdziestych, pochodzi z lat sześćdziesiątych. Z owego dziesięciolecia, które notabene w powojennej historii nie tylko naszego kraju wyróżniły masowe, często określane jako kontestacyjne, wystąpienia młodzieży z 1968 roku, znamy zaledwie trzynaście obserwacji UFO – sześć obserwacji nocnych i siedem dziennych. W przypadku jednej z obserwacji nocnych z 1 lipca 1961 roku zdołano także wykonać zdjęcie tajemniczego obiektu, co jednak w niczym nie zmienia ogólnej sytuacji w kwestii prowadzonych prac weryfikacyjnych, a jedynie dowodzi, że potrafimy je utrwalać nie tylko w naszej pamięci. Uwagę zwracają natomiast dwa inne znamienne fakty, a mianowicie całkowity brak zgłoszeń z lat 1962-1963 (podobny brak wystąpił jedynie w latach 1950-1952) oraz to, że wśród tej nikłej ilości „doświadczeń z UFO” nie ma ani jednego bliskiego spotkania, podczas gdy w latach pięćdziesiątych na ogólną liczbę 50 obserwacji było ich aż pięć (10%), w tym dwa CE-III z 1954 i 1959 roku. To wszystko oczywiście jeszcze nie dowodzi, że w latach sześćdziesiątych takowych zdarzeń w ogóle w Polsce nie było. Niemniej w świetle ilości obserwacji z lat wcześniejszych i późniejszych (z lat siedemdziesiątych znamy 186 „doświadczeń z UFO” – w tym 43 bliskie spotkania – przy czym aż 153, czyli 82,2% z nich, pochodzi z dwóch ostatnich lat owego dziesięciolecia) okres lat sześćdziesiątych należałoby uznać pod tym względem za niemal martwy. Czym w tej sytuacji tłumaczyć odnotowanie zaledwie trzynastu, i to wyłącznie dalekich, obserwacji UFO w bądź co bądź długim okresie dziesięciu lat? Nie będąc całkowicie pewnym znaczenia manifestacji tego zjawiska w najbliższym otoczeniu człowieka trudno jest zająć w tej sprawie jednoznaczne stanowisko. Można co najwyżej przyjąć, że tak niewielka ilość zgłoszeń z tak długiego okresu czasu z określonego obszaru jest de facto odzwierciedleniem ogólnego spadku częstotliwości manifestacji tego fenomenu. Jeśli tak jest rzeczywiście, jeśli uznamy, że nikła ilość obserwacji znamionuje niemal całkowity zanik widocznych oznak obecności tego zjawiska w dającym się ogarnąć naszymi zmysłami „wycinku” rzeczywistości, to co sądzić o owych zaledwie kilkunastu dalekich i wielce enigmatycznych manifestacjach Nieznanego? Czy fakt ich wystąpienia w tak małej ilości przypadków może oznaczać, że one także posiadają jakieś znaczenie w całokształcie zjawiska, lecz z braku dostatecznej wiedzy i ograniczoności zmysłów, nie potrafimy jak na razie dociec całej specyfiki tychże – głównie dziennych – manifestacji? Rysujące się tutaj możliwości badawcze, głównie pod kątem analizy stwierdzanych w obecności UFO zjawisk świetlnych, przedstawiłem w artykułach „Zjawiska świetlne – zwykła cecha NOLi” oraz „«Ogniste kule» kluczem do tajemnic NOLi”. Powołując się wyłącznie na wydawałoby się nie mające większego znaczenia nocne manifestacje kulistych UFO, wskazywałem tam, że być może mamy do czynienia z penetracją polegającą na badaniu widma elektromagnetycznego otoczenia w zakresie emitowanego przezeń (w tym wypadku przede wszystkim przez organizmy ożywione) promieniowania podczerwonego, którego człowiek nie jest w stanie postrzegać. Dowodziłem przy tym, że takie spojrzenie na nocne manifestacje UFO pozwala wnioskować, iż stanowią one istotne uzupełnienie dla pozostałej grupy bliskich spotkań, w szczególności najbardziej znaczących CE-III, podczas których dochodzi również do badania ludzi wewnątrz obiektów latających (tzw. „wzięcia”). W tak rysującej się niemalże jednoznacznej sytuacji w zasadzie wszystkie manifestacje UFO (to znaczy poczynania ich załogantów, czyli nieznanych istot) winny stanowić pewną zamkniętą całość. W analogiczny sposób należałoby więc traktować z gruntu najmniej liczną, aczkolwiek wnoszącą inny zakres istotnych informacji o tym zjawisku, grupę manifestacji UFO, jaką stanowią obserwacje Dziennych Dysków. Pozostając przy danych ilościowych opublikowanych w magazynie UFO (2/1994), na ogólną liczbę 513 przypadków „doświadczeń z UFO” (pomijając dość istotny fakt, że być może niewielki ich procent nie dotyczy obserwacji „prawdziwych” UFO), zaledwie 87, czyli niecałe 17% z nich, to obserwacje z kategorii Dziennych Dysków. Taką tendencję (bez względu na rozpatrywany obszar i okres czasu) notuje się także w innych krajach. Jeśli i w tym przypadku uznamy, że owa stosunkowo mała liczba DD, podobnie jak inne pod wieloma względami wyróżniające się kategorie „doświadczeń z UFO”, stanowi potwierdzenie wspomnianej hipotezy o sprawdzaniu widma promieniowania EM otoczenia, czyli jak by nie patrzeć, zarazem potwierdzenie pewnej niezbywalnej cechy (tu: obiektywnego charakteru) zjawiska jako takiego, będziemy mieli zarazem odpowiedź na pytanie, dlaczego dziennych manifestacji UFO jest tak niewiele. Po prostu oznaczałoby to, że w całokształcie zagadnienia UFO manifestacje w warunkach nocnych (brak spolaryzowanego światła słonecznego) są dlań daleko bardziej istotniejsze niż manifestacje w warunkach dziennych. Abstrahując tymczasem od charakteru omawianego zjawiska, czyli obiektywnych uwarunkowań, jakim ów fenomen niewątpliwie podlega, należałoby z kolei wskazać, dlaczego manifestacje dzienne w ogóle istnieją? Zwykłą ciekawość, zważywszy na pewne cechy związane z ogólnie pojętą „percepcją” tego zjawiska, dzięki którym może ono nie ujawniać swojej obecności, podczas gdy istoty „widzą” otoczenie, należy z góry odrzucić. Znikomej liczby dziennych manifestacji zjawiska (przyjmujemy wstępnie na podstawie znamiennej cechy, jaką jest przyciąganie uwagi człowieka w każdych okolicznościach, że odnotowano i zgłoszono niemal wszystkie, jakie w ogóle miały miejsce) nie można tłumaczyć tym, że pochłonięci licznymi zajęciami ludzie przez większą część dnia przebywają w zamkniętych pomieszczeniach i niewiele uwagi poświęcają temu, co się dzieje na niebie. Takie wytłumaczenie niczego nie wyjaśnia, bowiem znaczna część ludności, jak choćby robotnicy i rolnicy, wykonuje prace wymagające przebywania na otwartej przestrzeni przez niemal cały dzień. Muszą zatem istnieć jakieś inne uwarunkowania i zachodzi duże prawdopodobieństwo, że jest to związane z potrzebami, jakie nieznanym istotom narzucają ich warunki bytowania, w znacznej mierze uwarunkowane na kontakt z człowiekiem i to w ściśle określonych, najlepiej nocnych warunkach. W tej dość jasno rysującej się sytuacji znaczenie większości dziennych manifestacji, które stanowią niewielki procent wszystkich odnotowywanych „doświadczeń z UFO”, należałoby odczytywać jako konieczne, aczkolwiek do pewnego stopnia przypadkowe, kontakty z człowiekiem, do których dochodzi tylko dlatego, że nadarzają się ku temu wyjątkowo dogodne warunki i sprzyjające okoliczności. Do tych ostatnich należą niewątpliwie psychofizyczne cechy danej osoby i prawdopodobnie w dużej mierze od nich zależy, czy w warunkach dziennych obserwacja zakończy się dla obu stron spotkaniem dalekim, czy też „wzięciem” na pokład UFO. Należy przy tym wspomnieć o dwóch dość istotnych sprawach, które zdają się potwierdzać słuszność tego wniosku. Po pierwsze, określenie dziennych obserwacji UFO mianem „Dziennych Dysków” nie oznacza, że w ciągu dnia, tj. od wschodu do zachodu słońca, pojawiają się jedynie klasyczne „latające spodki” zwane także „dyskami”. Podobnie jak w warunkach nocnych, także w ciągu dnia odnotowywane są różne kształty UFO, na przykład „cygara” i „kule”. O ile jednak te ostatnie z reguły pojawiają się w warunkach nocnych, to w ciągu dnia dominują obserwacje „dysków”. Przykładowo z końca lat czterdziestych (1947-1949) znamy dwie obserwacje dzienne i o dziwo w obu przypadkach obserwowano „Dzienne Dyski”. W latach pięćdziesiątych na 16 obserwacji dziennych w 10 przypadkach widziano „dyski”. Natomiast w latach sześćdziesiątych na 7 obserwacji dziennych, aż pięciokrotnie oglądano klasyczne „latające spodki”, przy czym w przypadku dwóch pozostałych mowa była o „świetlistym trójkącie”, którego źródła nie dostrzeżono (mógł to być „dysk”), oraz o przelocie „srebrzystej kuli”, co również może wskazywać na obiekt dyskoidalny, który przemieszczał się pod kątem do powierzchni ziemi i prawdopodobnie widziano jedynie jego okrągły spód. Z kolei w tym samym okresie czasu, tj. w latach 1947-1969, na ogólną liczbę 33 obserwacji nocnych w ogóle nie odnotowano NOLi w kształcie „spodka”, natomiast z całą pewnością w 11 przypadkach, w tym dwukrotnie w latach sześćdziesiątych, widziano obiekty kuliste. Z kolei druga sprawa, o której wspomniałem już wcześniej, wiąże się z podejmowaniem często przypadkowego (z braku jednoczesnego badania widma EM) kontaktu z ludźmi w warunkach dziennych, co nie napotyka na specjalne trudności, bowiem załoga UFO (nawet wtedy gdy człowiek nie widzi obiektu) postrzega zdarzenia zachodzące w najbliższym otoczeniu i w każdej chwili może ujawnić swoją bliską obecność w celu dokonania „wzięcia”. Obserwatorzy odnoszą wtedy wrażenie, że latający obiekt pojawił się nagle „wprost z pustej przestrzeni”. Dowodzą tego okoliczności i przebieg takich zdarzeń, jak dzienna obserwacja radarowa na Morzu Liguryjskim (CE-I z 18.06.1984 roku), która prawdopodobnie z uwagi na nie sprzyjające okoliczności nie zakończyła się bliskim spotkaniem, bądź bliskie spotkanie na Morzu Bałtyckim (CE-II z 23.08.1979 roku), w trakcie którego doszło do przeprowadzenia badań załogi kutra, przedstawionych w UFO, nr 4/91 i 4/92. Można zatem przypuszczać, że wszystkie „doświadczenia z UFO”, niezależnie od kształtu obiektu, nieodmiennie wiążą się z próbą osiągnięcia ściśle określonego celu, przy czym w przypadku UFO w kształcie „dysku” próby badań ludzi ograniczane są do minimum. Być może również dlatego, że ten typ obiektu, dobrze przystosowany do lądowania na ziemi, używany jest przede wszystkim do pobierania próbek gleby itp., najczęściej w ustronnych miejscach bez ryzyka spotkania człowieka. Wśród manifestacji UFO z kategorii „Dziennych Dysków” mogą więc istnieć również takie, z przebiegu których trudno wywnioskować, dlaczego w ogóle miały one miejsce. Swego czasu sam byłem świadkiem takiego właśnie zdarzenia. W zamieszczonej w pierwszym numerze magazynu UFO, który nosił wtedy nazwę NOL, notce biograficznej podano, że jako jedyny z polskich badaczy UFO, miałem okazję obserwować „przez kilka minut w towarzystwie kilku osób Nieznany Obiekt Latający, który pojawił się koło Starego Folwarku nad jeziorem Wigry”. Jak wielu innych obserwatorów UFO, którzy nigdy nie słyszeli o tym tajemniczym zjawisku i nie zdawali sobie sprawy z tego, że każdy szczegół może być ważny, autor także nie odnotował wówczas tak podstawowych informacji, jak data i czas zaistniałego zdarzenia. Na szczęście, dzięki temu, że były to nietuzinkowe wakacje, choćby z uwagi na przepiękną okolicę i moc wrażeń z udanego spływu kajakowego, zachowały się z nich niezatarte wrażenia i liczne materiały. W tej sytuacji, po wielu latach, a było to w roku 1977, można było z łatwością ustalić, że obserwacja miała miejsce 26 sierpnia 1966 roku około godziny 17.00, a więc około półtorej godziny przed zachodem słońca. Ponieważ niebo było wyjątkowo pogodne, a widoczny obiekt tkwił niemal w zenicie z lekkim (około 10o) odchyleniem na północny wschód, jaskrawo świecące słońce nie przeszkadzało w prowadzeniu obserwacji. Tajemniczy, tkwiący nieruchomo na tle niebieskiego firmamentu obiekt był doskonale widoczny. Odtworzenie okoliczności tak niecodziennego wydarzenia nie sprawiało większych trudności. Po upalnym, obfitującym w wiele wrażeń dniu grupa około dziesięciu osób w wieku od 18 do 30 lat odpoczywała na trawniku na terenie ośrodka kempingowego w odległości około 50 metrów od brzegu jeziora Wigry. Momentu pojawienia się obiektu nie zauważył nikt. Pierwszą osobą, która go spostrzegła, był leżący na trawie mężczyzna, która zwrócił nań uwagę pozostałych, pytając: „Patrzcie, tam nad nami, co to jest?” Wszyscy z ciekawością spojrzeli w górę we wskazanym kierunku. Po chwili wywiązała się rozmowa, a właściwie gorąca dyskusja na temat pochodzenia tego zagadkowego obiektu. Po wielu latach nie sposób odtworzyć jej w każdym szczególe, niemniej z różnych stron padały przypuszczenia na temat zabłąkanego balonu bądź jakiejś innej powietrznej sondy, jednak do ostatecznych rozstrzygnięć nie doszło. Prawdopodobnie nikt nie był do końca przekonany, czym był obserwowany obiekt. Wszelkie przykłady jego ziemskiej natury bądź jakiegoś związku z działalnością człowieka były kolejno odrzucane, głównie dlatego, że mijały długie minuty obserwacji, a obiekt wciąż tkwił zupełnie nieruchomo. Użyłem trybu przypuszczającego, ponieważ mogło być tak, że któraś z osób wiedziała, z czym mamy do czynienia, lecz z sobie wiadomych powodów nie zamierzała podzielić się tym z innymi. W każdym razie niewiedza na temat pochodzenia obiektu u większości albo wszystkich osób utrzymała się do końca obserwacji, co mogło oznaczać, że żaden ze świadków nigdy wcześniej nie słyszał o „latających spodkach”. Nikt nie użył podobnego sformułowania, chociaż niewykluczone że padła jakaś uwaga na temat innych cywilizacji z Kosmosu w odniesieniu do obserwowanego obiektu. Prawdopodobnie jednak nic takiego nie nastąpiło, zważywszy na ogromne zaskoczenie związane z końcowym fragmentem obserwacji, gdy obiekt zaczął się oddalać. Obserwowano jeden srebrzysty obiekt, którego zewnętrzne krawędzie na tle jasnoniebieskiego nieba były bardzo wyraźnie widoczne. Oznaczona na rysunku krawędź „K” nie była dokładnie widoczna, bowiem autor dobrze pamięta, że cała powierzchnia obiektu sprawiała wrażenie jednolicie płaskiej, przez co wydawał się on być „masywny”. Natomiast różny profil krzywizn dolnej i górnej krawędzi wskazywał, że miał on kształt i tkwił w pozycji, jak to przedstawiono na rysunku. Innymi słowy, obiekt widoczny był częściowo z boku i od dołu; kąt widzenia wskazuje strzałka obok. Innych szczegółów w wyglądzie zewnętrznym nie zaobserwowano, bowiem nikt takowych spostrzeżeń wówczas nie zgłaszał. Jasność i kolor obiektu na początku i na końcu obserwacji były takie same. Po trzech lub czterech minutach, gdy obiekt w dalszym ciągu tkwił nieruchomo, autor podobnie jak większość osób położył się na trawie, gdyż w pozycji stojącej przy podniesionej głowie (obiekt tkwił niemal w zenicie) ból mięśni szyi stawał się nieznośny. Wkrótce potem, po około pięciu lub sześciu minutach od momentu jego zauważenia, zaczął się on kołysać na zmianę wzdłuż osi podstawy A(1-1) i B(2-2) i bardzo wolno przemieszczać się po łuku z punktu 0 do 0''. Przy jego pozornej średnicy porównywalnej do jednogroszowej monety (po ostatniej denominacji) oglądanej z odległości około 2 metrów owe prostopadłe ruchy w zasadzie były ledwo dostrzegalne. Można było o nich wnioskować na podstawie zmiany położenia krawędzi (kąta nachylenia) oraz całego obiektu w stosunku do słońca; w trakcie przemieszczania się po łuku (odległość 0-0' wyniosła około pięć pozornych średnic obiektu) prawdopodobnie przyjmował on pozycję pionową zwracając się podstawą w kierunku słońca, gdyż w tym czasie odbite promienie słoneczne kilkakrotnie raziły w oczy obserwatorów tego zdarzenia. Autor odczuł to osobiście dwa lub trzy razy, przymykając powieki przy rażącym blasku. Obiekt poruszał się po łuku (0-0''-0) przez około 2 minuty, czyli bardzo powoli, po czym ponownie znieruchomiał na kilka lub kilkanaście sekund. Wyglądał wtedy jak na początku obserwacji, z czego można wnioskować, że być może jego przemieszczenie się, a co za tym idzie ukierunkowane na obserwatorów błyski, było zamierzone. Powtarzam: być może. W każdym bądź razie, wkrótce po zatrzymaniu się w punkcie „0”, obiekt ten bez żadnego przyspieszenia ruszył z wielką prędkością w kierunku północno-wschodnim. Po około pięciu, najwyżej ośmiu sekundach zniknął malejąc na tle nieba na wysokości około 10 stopni nad horyzontem, jakby „wtopił się w niebo”. Odlot obiektu był więc gwałtowny i można by rzec, odbywał się bez zwiększania prędkości w idealnie prostej linii, a zatem prawdopodobnie na stałej wysokości nad ziemią. Linię horyzontu tworzył oddalony od miejsca obserwacji o kilka kilometrów, porośnięty lasem przeciwległy brzeg jeziora, a więc w zasadzie był to horyzont naturalny. Niestety, nie znając ani wysokości, na jakiej tkwił obiekt, ani jego rzeczywistej średnicy, nie sposób obliczyć prędkości, z jaką odleciał. Znając jednak wielkość średnicy pozornej (około 2-4 mm) i przyjmując, że w rzeczywistości wynosiła ona od 8 do 10 metrów, każdy może się pokusić o przeprowadzenie odpowiednich obliczeń. Choćby orientacyjnie, niewątpliwie warto się przekonać, czy jego prędkość wynosiła pięć czy też dwadzieścia, a może jeszcze więcej kilometrów na godzinę? W każdym razie i bez tych obliczeń nietrudno stwierdzić, zważywszy na jego wygląd i fakt, że przez wiele minut tkwił on nieruchomo i w pewnym momencie wrócił po łuku do poprzedniej pozycji, po czym w oszałamiającym tempie zniknął w oddali, że nie był on ludzkim wytworem, co oznacza, że owego popołudnia nad Starym Folwarkiem widziano UFO. Wracając do postawionego wcześniej pytania, z przebiegu całego zdarzenia nie sposób wywnioskować, dlaczego obiekt ten pojawił się owego dnia w tamtej okolicy. Można by snuć na ten temat różne przypuszczenia, przy czym jedno można raczej na pewno z góry odrzucić, a mianowicie możliwość, że bezpośrednio przed oraz w trakcie opisanej obserwacji doszło w najbliższej okolicy do bliskiego spotkania jego załogi z człowiekiem. Do takiego przypuszczenia skłania fakt, że nigdy jeszcze nie zdarzyło się, aby po takim zdarzeniu nieznane istoty (UFO) pozostawały w pobliżu choćby przez krótką chwilę, i to na widoku. Mogło się jednak zdarzyć, że pewien typ bliskiego spotkania z udziałem załogi tego obiektu odbył się wcześniej w innym rejonie. Nie można na przykład wykluczyć, że tego samego dnia, powiedzmy o godzinie 11.00, ów obiekt mógł być widoczny nad Niemcami (DD), Boliwią (NL – z uwagi na różnicę czasu i położenie geograficzne tego kraju byłaby to obserwacja nocna) lub Kubą, i że miało tam miejsce bliskie spotkanie I, II a nawet III stopnia. Niestety, w istniejącej sytuacji, bez ścisłej współpracy na tym polu z organizacjami rozsianymi po całym świecie, z których nawet nie wszystkie prowadzą ewidencję tego typu zdarzeń, o takie ustalenia jest niezmiernie trudno. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że z pewnością nie wszyscy uczestnicy, zwłaszcza bliskich spotkań typu wzięć, zgłaszają tak niecodzienne przeżycia. To dodatkowo komplikuje całą sprawę i zapewne upłynie jeszcze sporo czasu, zanim doczekamy się pełnego uregulowania tych procedur, co może nastąpić jednak tylko w wypadku powszechnej zgody na prowadzenie stałych i rzeczowych badań naukowych w tym kierunku. Niestety, instytucjonalna nauka nie kwapi się zbytnio do zainicjowania takich badań. Zważywszy jednak, że coraz więcej instytutów naukowych usiłuje zgłębić tajemnicę zjawisk psychotronicznych, zwłaszcza towarzyszącej zjawisku UFO telekinezy i jasnowidzenia, tylko patrzeć, jak rozpoczną się pierwsze, nieśmiałe próby badania również z gruntu najważniejszego dla tego całego zagadnienia fenomenu UFO.

Istoty z kosmosu

Tuż po zakończeniu pierwszej wojny światowej pojawiły się pierwsze doniesienia na temat UFO, wtedy też w amerykańskich siłach zbrojnych zapoczątkowano śledztwo, które miało na celu zbadać wiarygodność aktywności obcych na terenie USA. Śledztwo zostało jednak umorzone ponieważ nie odnaleziono żadnych śladów nieprzyjaciela. Obecnie na terenie całego swiata istnieje wiele różnych zespołów do badania zgłoszeń o pojawieniu się UFO. Prawie wszystkie zgłoszenia okazały się wierutną bzdurą, choć pewnej liczby przypadków zaobserwowania UFO nie udało się wyjaśnić do dziś. Naukowcy zaś uważają, że odpowiedzialność za udowodnienie ich prawdziwości należy do tych, którzy widzieli tajemnicze obiekty latające. Powoli nasuwają się liczne pytania: dlaczego kosmici mieliby ukazywać się tylko jednej osobie, dlaczego do tej pory nie udało się uchwycić takiego ufoka na fotografii i w końcu dlaczego nigdy nie odnaleziono wiarygodnych świadków. Wokół tych pytań krąży wiele teorii, ludzie bardzo często obarczają winą rząd, który ich zdaniem tuszuje wszystkie sprawy, likwiduje świadków itd. Ile razy dowiadujemy się o istnieniu zdjęć które rzekomo przedstawiają obiekty latające istot spoza naszej planety, a po dokładnym zbadaniu sprawy okazuje się, że zdjęcia zostały spreparowane a ich twórca chciał szybko i skutecznie wzbogacić się na bandzie łatwowiernych fanatyków. Wiele rzekomych niezidentyfikowanych obiektów latających okazało się samolotami lub satelitami, albo też zjawiskami naturalnymi. Światło odbijające się od chmur wywołuje zjawiska wzrokowe, które niedoświadczony obserwator może wziąć za UFO. Identycznie może być odebrany widok deszczu komet i meteorytów, który wielokrotnie w sferze ufomaniaków odbierany był jako zwiastun przybycia istot z poza naszego układu słonecznego. Piorun kulisty i pulsujące wyładowania elektryczne są zjawiskami tak rzadkimi i nieznanymi większości ludzi, że przyjmowane są dziś często za początek inwazji, która się właśnie rozpoczęła. Filmy takie jak: Gwiezdne Wojny, Dzień Niepodległości, Diuna itd. Pobudzają naszą wyobraśnię i oddziaływują na naszą psychikę. Lecz spróbujmy się zastanowić co by było gdyby pewnego dnia zjawili się wśród nas. Przez lata reżyserowie różnych filmów, autorzy wielu książek i inni opisywali w swych dziełach wojnę, śmierć i zagładę ludzkiego gatunku po przybyciu obcych, wpajali nam ich brutalność i chęć niszczenia. Czy my jako gatunek ludzki, w przyszłości gwiezdni podróżnicy, odwiedzilibyśmy planetę na której traktowano by nas jak wrogów. Pomimo wielu teorii na temat istot z innych planet, wielu ludzi którzy nie wierzą w istnienie UFO, dziś najpotężniejsze radioteleskopy próbują wychwycić w kosmosie sygnały od mieszkańców innych planet (S.E.T.I.). Wiemy na pewno, iż one istnieją gdzieś w galaktyce a my jesteśmy od nich odzieleni tylko barierą czasu którą wkrótce pokonamy.

Autor: Wojtek Leja - UFO i zjawiska paranormalne - http://friko5.onet.pl/po/731

Śmierć kapitana Mantella

7 stycznia 1948 roku eskadra złożona z czterech mustangów P-51, należących do Gwardii Narodowej dowodzona przez kapitana Thomasa Mantalla i lecąca z Marietty w Georgii do Standiford Field w Kentucky, otrzymała od wieży kontrolnej w lotniczej bazie wojskowej w Godman polecenie zidentyfikowania nieznanego obiektu, który pojawił się w okolicy bazy. Oficjalny meldunek tak opisuje ten incydent:

Trzy samoloty zaczęły się wznosić w kierunku obiektu. Pilot Hendricks w NG336 poleciał dalej i o godzinie 15.01 C [czasu środkowoamerykańskiego] wylądował w Standiford Field. [...] Trzej piloci- Hammond w NG737, Clements w NG800 oraz Mantell w NG3869 wznieśli się na wysokość dwudziestu dwóch tysięcy stóp, następnie dwaj z nich z powodu braku tlenu zawrócili i wylądowali o godzinie 15.40, C. Mantell natomiast nadal leciał w kierunku obiektu. Operatorzy w Standiford poinformowali centrum obsługi w Wright Field o godzinie 17.50 E [czasu wschodnioamerykańskiego], że samolot NG3869 pilota Mantella spadł dwie mile na południowy wschód od miejscowości Franklin w Kentucky, około godziny 16.45 C. Pilot zginął na miejscu, samolot poważnie uszkodzony.

Wprawdzie według oficjalnej wersji i Mantell po prostu ścigał Wenus (potem była mowa o balonie) i stracił przytomność z powodu niedotlenienia, to jednak ściśle tajna analiza incydentu, sporządzona w 1948 roku przez połączone wywiady lotnictwa i marynarki, stwierdza: "Mimo iż pilot prawdopodobnie cierpiał na niedotlenienie co stało się przyczyna katastrofy, jednak jego ostatni meldunek do wieży brzmiał następująco: »To jest obiekt metalowy... ogromny... tuż przede mną, nieco powyżej... Próbuje podejść bliżej, żeby się przyjrzeć«".

autor: Timothy Good
tłumaczenie: Grażyna Gasparska

Bliskie spotkania 4. stopnia z UFO

"Ilu przyjaciół, terapeutów, urzędników, lekarzy czy znajomych wzięłoby pod uwagę, choćby na moment, taką możliwość, że to, co mówi uprowadzony, jest prawdą? I tak dla porwanych fragment ich życia - ten najbardziej zdumiewający, najtrudniejszy do przetrzymania, najmniej zrozumiały - musi pozostać nie zdradzaną tajemnicą". Andrea Pritchard, wydawca biuletynu poświęconego uprowadzeniom, publikowanego w MIT, we wstępie swojego autorstwa "Wyobraźcie sobie, że potraficie przechodzić przez mury. Nie musielibyście troszczyć się o to, czy drzwi waszego domu są otwarte. Moglibyście wchodzić do swojego mieszkania przez ściany, a dom opuszczać od tyłu przez mury. Albo wyobraźcie sobie, że macie dar operowania wewnętrznych narządów człowieka bez konieczności otwierania jego ciała. Jaka istota mogłaby posiadać takie niemal boskie zdolności? Odpowiedź brzmi: istota ze świata posiadającego więcej wymiarów niż nasz". Prof. dr Michio Kaku, fizyk teoretyczny' z Uniwersytetu Nowojorskiego

autor: Helmut Lammmer, Oliver Sidla

tłumaczenie: Paweł Pollak

Skopiowane z www.ejsi.com.pl/tajne - Scisle Tajne Specjalnego Znaczeni